NowinyKontaktStrona ProwincjiSerwis informacyjny
 
PDF Drukuj Email
Wpisał Św. abp Józef Bilczewski   

?Królowi wieków nieśmiertelnemu,
niewidzialnemu, samemu Bogu cześć
i chwała na wieki wieków. Amen?.
(I. Tymot. I,17)
?Dusza męża świętego prawdziwej
podczas powie, niżli siedem stróżów
siedzących na wysokiem miejscu na straży?.
(Ekkliz. 37,18)


W Chrystusie, Ukochani Wy moi!
Wszyscy zapewne macie jeszcze w żywej pamięci zeszłoroczny pogrzeb hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Niektórzy z Was brali w nim udział osobiście, inni czytali jego opis.

Ja dziwnego doznałem uczucia, kiedy stanąłem przed trumną wielkiego naszego bohatera. Przy odmawianiu modłów żałobnych usta składały się mi raczej do modlitwy do niego, niż za niego. Wszak Stanisław Żółkiewski całe życie był chrześcijańskim ?wyznawcą?, a zginął, jak męczennik, za sprawę Chrystusa. A gdy patrzyłem na przeniesieniu jego prochów do grobu nowego w farze żółkiewskiej, serce znowu mówiło, że to nie pogrzeb zwyczajny, ale raczej jedna z owych uroczystości religijnych, których pamiątkę Kościół we Mszy św. i pacierzach kapłańskich święci pod nazwą: translacyi, czyli przeniesienia relikwij Świętego.

W roku bieżącym cały naród gotuje się do obchodu stuletniej rocznicy urodzin rycerza pieśni. I słusznie. Wszak Juliusz Słowacki powołanie wieszcza kładł wysoko, żył prawie jak pustelnik, naród swój chciał mieć wszelkim, szlachetnym - jak mawiał ? na miarę Fidyasza! Chrystusa kochał bardzo, nawet kiedy błądził. Warto tu przypomnieć choćby słowa, które na chwilę przed zgonem wyrzekł do przyjaciela: Jeśli obaczysz moją ukochaną matkę, powiedz jej, że gdyby mi wolno było oddać ducha mojego w jej ręce, nie powierzałbym go z taką ufnością, z jaką składam go dziś w ręce niebieskiego Ojca. A kiedyindziej powiedział: Najwyższą ziemską miłością kochałem swoją matkę... Czemże jednak to ukochanie moje wobec miłości Chrystusa?

Ale jest, Ukochani moi, jeszcze inny znak, pod którym w tym roku powinna skupić się cała Polska, a w pierwszym rzędzie nasza archidyecezya. W najbliższych miesiącach przypada mianowicie pięćsetna rocznica śmierci trzeciego z rzędu arcybiskupa lwowskiego, błogosławionego Jakóba Strepy, czyli jak mawiali dawni chrześcijanie, pamiątka jego ?narodzin dla nieba?. On także wielkim jest darem, którym Pan Bóg uzacnił i uwielbił naszą Ojczyznę. On swój naród chciał mieć na miarę Bożą. On aby użyć słów Skargi ? ?zostawił nam szczep roboty swojej, który nam zawżdy rodzi i którego owocu pożywamy?. Gdyby nie Jakób Strepa, ziemia ojczysta byłaby jeszcze więcej się skurczyła, mniej byłoby wśród nas mówiących pacierz polski, mniej czytających poetów polskich. Jakób Strepa ? powiada uczony świecki historyk ? był mężem opatrznościowym, sztandarem, pod którym skupiała się w naszej dzielnicy praca kościelna i narodowa z końcem 14. i początkach 15. wieku.

Powody wymienione, są chyba wystarczające, żebyśmy w rozważaniu zasług Jakuba Strepy i w modlitwie zjednoczyli się wszyscy dookoła Jego trumny, aby w niej szukać zgubionego talizmanu wolności, sekretu umniejszonego życia religijnego i ratunku na przyszłość.

Żywot Jakóba, jak w ogóle zasługi Świętych naszych Patronów, za mało są znane; ich udział w historyi kultury i polityki narodu niedoceniany, nieraz całkiem pomijany. Mało też przyzywamy ich pomocy, choć ona nam dzisiaj bardziej potrzebna, niż kiedykolwiek indziej. Są i tacy między nami, którzy zatruci naturalizmem naszej epoki, wątpią, czy się przyda na co wołać o przyczynę Świętych!

Niegodny następca błogosławionego Jakóba, a stróż potu i spuścizny Jego na prastarej metropolii lwowskiej, mając to wszystko na oku, pragnę Wam, Najdrożsi moi, przybliżyć Jego wielką postać i rozbudzić przy łasce Bożej większą, gorętszą cześć ku Niemu. Wprzód jednak zaprowadzę Was do szkoły Świętych; zastanowię się z Wami nad tem, ?Co to jest Święty??

I.
Co to jest Święty?

Wielka rzecz ? człowiek uczciwy. Człowiek uczciwy kocha wszystko, co jest dobre, nienawidzi wszystkiego, co złe. Człowiek uczciwy nie popełni złego, choćby czyn jego na zawsze pozostał tajemnicą. Nie dopuści się kłamstwa, choćby mu posłużyło do wyniesienia się. Nie da lekkomyślnie słowa, ale raz danego, dotrzyma. Ten, co przyrzeczenie otrzymał, mówi: jestem spokojny, dał słowo. Nie skrzywdzi nikogo, odda każdemu, co mu się należy. Obowiązek u niego.., zawsze i wszędzie!

Człowiek uczciwy godzien, aby przed nim ugiąć kolana! Jeśli człowiek uczciwy kocha dobre, a unika złego dlatego tylko, że mu jego naturalny rozum i wrodzony głos sumienia tak czynić każe, uczciwość jego jest czysto ludzką, czyli naturalną.

W chrześcijaństwie ta naturalna uczciwość, czyli zgodność czynów z prawem sprawiedliwości, które Stwórca wyrył w sercu człowieka, nie wystarcza. Nie dla niej Chrystus stał się człowiekiem, nie dla jej tylko w ludzkości ugruntowania dał się przybić do krzyża. Nam Zbawiciel objawił i nałożył obowiązek uczciwości wielkiego rodzaju. Wy bądźcie doskonali ? mówi On do nas - jako i Ojciec wasz niebieski doskonały jest (Mat. 5, 48). U chrześcijanina poczucie uczciwości musi więc być pełniejsze, delikatniejsze, pobudki działania wyższe, wierność obowiązkom z miłości Pana Boga ? bezwzględna. Ktoby dzisiaj mówił: ?mnie dosyć na uczciwości naturalnej?, ten rozmija się z ostatecznem przeznaczeniem swojem i nie dojdzie do oglądania Boga, jak nie dochodzi na szczyt góry człowiek, który wciąż idzie równą płaszczyzną. Tem mniej dojdzie poza grobem do celu swego ostatecznego człowiek, chcący być uczciwym niezależnie od Pana Boga, czyli ten który stara się spełnić wszystkie swoje obowiązki względem ludzi a żadnego względem Boga. Wspominam o tem dlatego, ponieważ są ludzie, którzy w swej pysze nie chcą uznać Boga. Tacy ludzie nie mają pełnej uczciwości naturalnej.

Uczciwość ta wyższego rodzaju, która nas chrześcijan obowiązuje, nazywa się nadnaturalną, nie dlatego, jakoby ona uczciwości naturalnej się sprzeciwiała albo ją rugowała z duszy, tylko z tego powodu, że człowiek nie nabywa jej samemi siłami swej natur, lecz w pracy do spółki z łaską Bożą. Uczciwość nadnaturalna nie tylko nie sprzeciwia się i nie niszczy uczciwości naturalnej, ale przeciwnie, ona ją podtrzymuje, umacnia, użyźnia, podnosi do potęgi Bożej tak, jak wiara chrześcijańska rozumu nie niszczy, jeno go prześwieca światłością Bożą, powiększa, przebóstwia.

Jak w uczciwości naturalnej, tak i w nadnaturalnej różne są stopnie. Kto sprawiedliwy ? czytamy w Księdze Objawienia (22, 11) ? niech jeszcze będzie usprawiedliwion, a święty niech jeszcze będzie poświęcon. Jest mianowicie sprawiedliwość chrześcijańska zwyczajna i druga heroiczna, czyli bohaterska. Sprawiedliwość zwyczajna polega na spełnianiu z miłością niezupełnie doskonałą wszystkich przykazań Bożych i kościelnych przynajmniej obowiązujących pod grzechem ciężkim. Sprawiedliwość bohaterska jest ta samą, każdemu, prawem nakazaną, cnotą chrześcijańską, ale spełnianą w sposób nadzwyczajny, z miłości Boga najdoskonalszej, a nieraz jeszcze pomnożoną wypełnieniem doskonałem rad ewangelicznych. Objaśnię rzecz przykładem. Gdy wszyscy obowiązani jesteśmy nieśc pomoc ubogiemu choremu, człowiek posiadający sprawiedliwość w stopniu bohaterskim, okrywa biednego własnym płaszczem, daje mu własne obuwie, całuje jego rany, bo w nich widzi rany Jezusowe. Gdy wszyscy obowiązani jesteśmy mówić prawdę ? chrześcijanin- bohater posuwa te cnotę tak daleko, że gdy zwróci uwagę, iż przez zapomnienie zataił przez zbójcami kilka sztuk złota, woła ich później, aby i resztę wzięli.

W ten sposób doszliśmy więc do pojęcia świętości.

Cóż więc jest Święty?

Święty, to najdoskonalszy uczciwy człowiek, a zarazem najdoskonalszy chrześcijanin. Mówimy: najdoskonalszy uczciwy człowiek, bo chrześcijanina nie dyspenzuje jego wiara od żadnej cnoty naturalnej. Obowiązany on wszystko lepiej robić, niż niechrześcijanin. Jeśli ktoś nie jest w całej prawdzie doskonałym człowiekiem, nie jest też doskonałym chrześcijaninem. Święty posiada tedy uczciwość naturalną i nadnaturalną, czyli wszystkie cnoty w stopniu najwyższym, heroicznym, bohaterskim.

Ponieważ chodzi tu o sprawę największej wagi, ponieważ wielu ludzi ma o świętości pojęcie błędne, a przynajmniej niedokładne, rozważmy rzecz te jeszcze głębiej.

I tak mniemają niektórzy, że świętość polega na ciągłej modlitwie, na ciągłem wysiadywaniu w kościele, na ostrych postach i biczowaniach ciała. Tymczasem modlitwa, umartwienie ciała i wszystkie inne praktyki religijne są tylko środkiem do nabycia świętości, ale same nie tworzą świętości.

Inni myślą, że do świętości przedewszystkiem potrzebne są cuda i dodają, że Świętych tylko podziwiać się musi, ale naśladować ich niepodobna. I to zapatrywanie jest mylne. O Matce Syna Bożego Księgi święte nie zapisały ani jednego cudu, a przecież jest Ona Najświętsza ze Świętych! Ani jednego cudu nie uczynił Jan Chrzciciel (Jan X, 41). Nie pozostawił też po sobie pamięci cudów św. Augustyn, św. Jan Chryzostom. Kościół domaga się ich dopiero w nowszych czasach, jako warunku, gdy idzie o kanonizacyę czyli o przyznanie komuś czci publicznej na ołtarzach. A i w tym przypadku sędziowie, badający życie sługi Bożego, szukają w nim najpierw i przedewszystkiem cnót nadzwyczajnych, a dopiero, gdy te są stwierdzone i najzupełniej pewne, przystępują do rozpatrywania przypisywanych mu cudów. Innemi słowy: nie są konieczne do świętości cuda zewnętrzne, jak uzdrowienie chorych, za przyczyną Świętego wskrzeszenie umarłych, ale za to są niezbędne cuda, które spełniają się na wnętrzu duszy, cuda cnoty, cuda wiary, nadziei, cuda miłości Boga, cuda zaparcia się siebie i, co nie mnie ważne, cuda poświęcenia się dla bliźnich cuda wierności w spełnianiu codziennych obowiązków stanu i to co stale i to aż do ostatniego tchu życia. To spełnianie z nadzwyczajną wiernością zwyczajnych obowiązków stanu, tworzy nawet zawsze podwalinę świętości u każdego sługi Bożego.

Dwa tedy są główne znaki, po których na pewno można poznać Świętego: najdoskonalsza miłość Boga i bezmierne ukochanie bliźniego przez niesienie mu wszelkiego dobra z miłości Boga a przedewszystkiem przez troskę o zbawienie jego duszy. Miłość ku Bogu nie może bowiem próżnować; jej sprawdzaniem i miarą są zawsze czyny. Im miłość większa, doskonalsza, tem czyni więcej. Każdy Święty rozumiał też i czuł to w stopniu najwyższym, że bliźni na to został mu dany, żeby na nim mógł dowieść swojej miłości ku Bogu. ? Kiedy nie mam możności oddawać przysługi, jakbym pragnęła, Dobru Najwyższemu, mawiała św. Katarzyna ze Syeny, to całe moje szczęście znajduję w tem, że mogę służyć bliźniemu, umiłowanemu przez Pana Boga?. I znowu: ? Ach, Panie, czy ja mogę żyć spokojnie, dopóki choćby jedna dusza, stworzona na Twoje podobieństwo , pozostaje w niebezpieczeństwie zbawienia? Czy nie lepiej byłoby, gdyby wszystkie zostały uratowane, a ja abym sama poniosła kary piekła z jedynem zastrzeżeniem, żebym Cię tam miłować mogła?? Działanie jest właśnie najgórniejszym punktem Życia Świętego. Każdy z nich uprawiał królowę nauk i sztukę sztuk ? moralne udoskonalenie własne i drugich. Święci są tem samem najszlachetniejszymi krzewicielami oświaty, kultury, jeśli przez kulturę rozumiemy to, co stanowi jej szczyt i prawdziwe szczęście ludzkości ? wiedzę prawdziwa, opromienioną wszelaką cnota prywatną i publiczną.

Święci zajmują przeto pełnem prawem miejsce w szeregu ludzi najbardziej zasłużonych dla świata. Oni są najwonniejszym kwiatem, najpiękniejszym owocem na drzewie ludzkości, oni jej największą chlubą , ozdobą. Nie myślę ja w niczem uwłaczać ludziom wielkiego geniuszu. Wszak wielu z nich za otrzymanych pięć talentów, wróciło Panu Bogu dziesięć. Ale jeśli Świętych porównamy z tymi ludźmi, w sądzie świata wielkimi- nie mówiąc już o owych ? nadludziach? i półbogach, których wielkość spoczywała przedewszystkim w intrygach, i kłamstwach, których aureola ulepiona z błota moralnego, których podnóże posągu zbudowane z ludzkich czaszek, z łez, z krwi i z krzywd całych narodów- jeśli Świętych zestawimy z ludźmi, nawet prawdziwie wielkimi zasługa świecką, to Święci na tem zestawieniu nie tracą, raczej zyskują. Albowiem u ludzi wielkich, trzeba najczęściej poetę, uczonego, męża stanu, wodza, artystę odróżnić od ? człowieka. I żeby módz z całem wewnętrznem zadowoleniem uczcić geniusz, talent, trzeba zwykle rzucić zasłonę na jego stronę moralną. Gdybyśmy tego nie uczynili, gdybyśmy wejrzeli w głąb ich życia codziennego, w ich pobudki działania, gdybyśmy widzieli, jaj oni małymi byli w cierpieniu, w przeciwnościach ? cześć, którą ich darzymy, zmieniłaby się nieraz w niesmak, a podziw ? w pogardę.

Rzecz znana, że także nie każdemu Świętemu życie płynęło równym torem. ?Gdy u jednego łaska Boża zeszła zaraz od świtu jego dziecięctwa, jak jutrzenka pogodnie i porastała wciąż w silniejsze blaski aż do pełności południa życia, to innego młodość była zamglona upadkami, nieraz ciężkimi, których chmury światło łaski Bożej dopiero stopniowo rozpędziło?. Ale też prawda, że gdy taki Święty raz powziął wstręt do grzechu, a zasmakował w cnocie, już więcej nie służył krwi i ciału, już taki sam był na co dzień, jak i na święto, w ścianach swej izdebki i na placach publicznych; taki sam w szczęściu jak i w cierpieniu; cały z jednego bloku, cały z jednego kruszcu ? z najczystszego złota i już tylko coraz świętszy. Święty nic nie traci w oczach współbraci, którzy mają szczęście patrzeć nań co dzień, obcować z nim z bliska? bo Święty nic nie potrzebuje zakrywać. Gdzie Święty stąpi ? tam dom, klasztor, parafia, dyecezya odmienia swe oblicze.

Mamy tedy odpowiedź na pytanie: ?Co to jest Święty?? A z niej już wniosek prawidłowy, że jeśli po Bogu komu należy się od ludzkości cześć religijna, to Świętym Kościoła katolickiego dla ich uczciwości nadzwyczajnej, dla ich cnót chrześcijańskich, bohaterskich czyli heroicznych.
Cześć ta jest też obowiązkiem ludzkim, obywatelskim, religijnym.

II.
Na czem polega cześć Świętych?

ześć Świętych spełnia się trzema aktami. Pierwszy, to uznanie ich nadnaturalnej, bohaterskiej cnoty, zasługi, wysławiania tej cnoty pieśnią, poezyą, uroczystościami kościelnemi, pielgrzymowaniem do ich grobu, uchylaniem czoła przed ich relikwiami i obrazami.

Drugi akt, to naśladowanie Świętych. Nie chcę przez to powiedzieć, że każdego Świętego wolno i trzeba w każdym jego czynie naśladować. Nie. Każdy człowiek ma do spełnienia osobne obowiązki stanu, których mu pod utratą zbawienia zaniedbać nie wolno, a które nie dadzą się wmieścić w życie każdego Świętego. Wolno n.p. naszym zakonnicom Franciszkankom, Sakramentkom przeklęczeć, za wzorem błogosławionej Małgorzaty Maryi, prawie cały dzień w adoracji Przenajświętszego Sakramentu; nie wolno tego matce rodziny! Każdy z nas może jednak i powinien naśladować każdego Świętego w zwalczaniu swojego samolubstwa, w umiłowaniu prawdy, w doskonałej jego miłości Boga i bliźniego.

Trzecia istotna część składowa czci Świętych, to wzywanie ich pomocy w modlitwach prywatnych i publicznych, w pacierzach kapłańskich, we mszy świętej, odprawianej na ich pamiątkę.

Wszystkie te trzy akty muszą zawsze być złączone. Jeden, bez drugiego, nie wystarcza. Jeśli brak choćby jednego, cześć Świętych jest wadliwa, ułomna, niedostateczna.

Wszystkie te trzy akty t.j. : uznanie bohaterskiej cnoty Świętego, naśladowanie jego życia, modlitwa do niego ? mają najgłębsze uzasadnienie w rozumie, w sercu człowieka i w nadprzyrodzonem objawieniu Bożem.

Cóż bowiem innego, jeśli nie wspólny instynkt, rozum, serce skłaniały ludzkość wszystkich czasów do zasługi, czy prochów wielkich ludzi? Ludzkość czuje, że sławiąc ludzi zasłużonych, sławi, czci prawdę, piękno, dobro ? sławi najlepszych swoich przedstawicielach siebie, dźwiga siebie ku czystym, górnym przestworzom światła, poświęcenia, cnoty. Cześć zaś religijna Świętych z tychsamych wypływa głębin rozumu i serca, opromienionych jeszcze światła wiary. Święci są bowiem, jak widzieliśmy, bohaterami cnoty. Święci złożeni są z samej cnoty. Wielu z nich łączyło z cnotą także geniusz, oddany w posługę dziełom, walkom i zwycięstwom cywilizacji. Święci, to najwybrańsze naczynia łaski, przez które Bóg uwielbił w świecie Siebie, a przez które wielkie czynił rzeczy dla ludzkości.

Ubliża nieraz Bogu, a nawet rozumowi ludzkiemu, świecka cześć oddawana wielkim, czy ? tak zwanym wielkim ludziom, gdy się ich mianowicie ceni nad godziwą stworzeniu miarę i ponad rzeczywistą zasługę, gdy się przemilcza, albo ? co gorsza, pochwala ich niedostatki moralne, a jeszcze bardziej, gdy się sławi ich geniusz a pomija, wyklucza Boga, dawcę talentu.

Nie ubliża zaś Panu Bogu wysławianie cnót, zasług Świętych, lecz przeciwnie, poteguje ono, umacnia wiarę w Boga, cześć Jego i miłości ku Niemu. My, katolicy, bowiem czcimy Świętych, nie dla nich samych i bez względu na Pana Boga, ale zawsze z wdzięczną myślą, że to Bóg łaskawością swoją doprowadził ich na wyżyny świętości. Innemi słowy: Cześć nasza nie zatrzymuje się na samym Świętym, ale wznosi się ostatecznie zawsze do P. Boga. W tej tez myśli umieściłem na czele tego orędzia słowa: ? Królowi wieków nieśmiertelnemu i niewidzialnemu, samemu Bogu cześć i chwała na wieki wieków?.

Rozumna też rzecz n a ś l a d o w a ć Świętych.

Człowiek potrzebuje wyższego wzory, potrzebuje ideału, w którym widziałby urzeczywistnioną moralną doskonałość w całej pełni. Ideał taki rzuca iskry w duszę, ogrzewa serce, wolę porywa, zapala.

Najwyższy ideał ma człowiek w P a n u B o g u i C h r y s t u s i e J e g o. Ale człowiek potrzebuje też ideału ludzkiego, wzoru doskonałego z własnego kresu życia, który nosiłby takie same słabe ciało jak my, który przechodził podobne walki wewnętrzne, jakie my przechodzimy, a mimo to, odniósł bohaterskie zwycięstwo nad sobą, nad światem, nad szatanem.

Takim ideałem stworzonym są właśnie święci.
I znowu nie ubliżamy Panu Bogu, naśladując Świętych, bo naśladujemy ich t y l k o o t y l e, o i l e są odbiciem, promieniem doskonałości Bożych i t y l k o d l a t e g o, że są doskonałymi żywymi obrazami Pana Boga. Boga więc samego naśladujemy, naśladując Świętych Jego.

Rozumna wreszcie rzecz m o d l i ć s i ę d o Ś w i ę t y c h, orędownictwu ich się polecać, wzywać ich pomocy.

Święci wiedzą bowiem o naszych potrzebach. Znają je, bo patrzyli na nie za swego życia na ziemi. A w niebie nie zapomina się. Widzą też Święci nasze potrzeby w Panu Bogu, jak w zwierciadle. Oni nas kochają, bo swą miłość, swe serce, które dla cierpień ludzkości na tej łez dolinie tak gorąco biło, wzięli z sobą do nieba. Miłość ich dzisiaj w niebie stała się nawet jeszcze szlachetniejszą, hojniejszą, ofiarniejszą. Chcą nam więc pomóc. A że- ?wiele może przyczyna sprawiedliwego?, czytamy w liście św. Jakuba apostoła(5,16)- więc i pomagają, więc i ratuj nas w potrzebie, byleśmy się do nich uciekali, bo oni są Boga przyjaciółmi, którzy mu za życia swego niczego nie odmawiali.

Modlitwa do Świętych nie czyni ujmy Bogu, bo On sam zarządził, żebyśmy szli do Niego przez Świętych Jego. ?Idźcie do sługi mego Joba- mówi w Starym Testamencie- a sługa mój będzie się za was modlił: oblicze jego przyjmę.?(Job. 42,8). Modlitwa do Świętych nie oznacza braku ufności w Bogu, tylko jest wyrazem niedowierzania naszej własnej słabości. Pięknie Skarga tłumaczy, jak to nasze modlitwy przechodząc przez ręce Świętych, rosną w skuteczność. ?Święci więksi i zacniejsi u Pana Boga, niźli my. A im kto zacniejszy korzy się i modli, tem więcej czci tego, przez którego prosi. Większa cześć Chrystusowi, gdy się z nami Święci Jego korzą i przezeń nam dobra wszelakie jednają. Oni starsi bracia na dworze królewskim? my tu młodsi na ziemi. A jako gdy się daj bracia zmówią: ja będę doma orła, a ty jedź na dwór królewski; co ja zrobię, a ty wysłużysz, dzielić się równo będziewa. Tak i my tę zmowę z Świętymi, z bracią naszą, mamy. Oni więcej wysłużyli u wielkiego Króla, niźli my w roli wygrzebali, a jednak w równy dział idziem?.

Wzywanie orędownictwa Świętych nie ubliża też pośrednictwu jedynego wielkiego Pośrednika między Bogiem a ludźmi- Jezusowi Chrystusowi. Pięknie opowiada znowu Skarga: ?Różne jest pośrednictwo Chrystusowe do Boga, od modlitwy Świętych za nami. Sam Chrystus jest pośrednikiem do zbawienia i odkupienia; Ś w i ę c i t y l k o s ą d o m o- d l i t w y w s p ó l n e j z a n a m i. Trzy są strony: Bóg zagniewany, Chrystus przepraszający, a człowiek się korzący i proszący. Bóg jest, którego prosim; Chrystus, przez którego prosim, a ludzie i Święci, którzy z nami proszą. Jakaż tu krzywda jest Chrystusowemu pośrednictwu, gdy do Niego i przez Niego z Świętymi idziem??.

Wierzymy więc, że Święci nic nam nie mogą pomóc mocą w ł a s n ą. Każda ich łaska dla duszy naszej, czy ciała, otrzymana, jest zawsze łaską samego Boga. Cuda Świętych są zawsze cudami Pana Boga, które On przez nich, jako przez swoje narzędzia, działa. M o d l i t w a d o Ś w i ę t y c h o s t a t e c z n i e j e s t z a w s z e m o d l i t w ą d o P a n a B o g a.

***

W ten sposób Kościół pojmuje cześć religijną, oddawaną Świętym w wysławianiu i naśladowaniu ich cnót, w modlitwie do Nich, w szukaniu u Nich pomocy.

Tak pojęta cześć Świętych jest też wielkiego znaczenia i pożytku pod względem religijnym, moralnym, społecznym.

Twierdzenie to nie potrzebuje dłuższego uzasadnienia.

Podstawę prawdziwej kultury, prawdziwego postępu a nawet siły fizycznej jednostki, rodziny, narodu stanowi przede wszystkiem cnota, prawość obyczajów prywatnych i publicznych. Dlatego też każda szkoła, każda instytucja wychowawcza i całe społeczeństwo powinny za najwyższy swój obowiązek uważać moralne udoskonalenie swoich jednostek.

Cześć zaś Świętych właśnie całą swoją istotą umoralnia, doskonali, pomnaża cnotę. Cześć Świętych przysparza Świętych. Dobre bowiem, jak i złe, bywa zaraźliwe. I niepodobna szczerze, serdecznie obcować czas dłuższy ze Świętymi w rozważaniu ich cnót bohaterskich i w modlitwie do Nich, a nie doznać na sobie skutków tej błogiej zarazy.

Katolicy tedy czci Świętych wstydzić się nie potrzebują. Jest ona w swojej teoryi i praktyce, jak cała nasza święta religia, n a j w y ż s z y m r o z u m e m- bo najwyższy rozum, cnota!

Nierozumem jest temsamem odrzucanie czci Świętych. Kto odrzuca cześć Świętych, kto mówi: nie potrzebuję Świętych, mnie Bóg wystarcza, ja sobie wprost i bez pośredników załatwiam u Pana Boga moje sprawy- ten kończy zwyczajnie na najgorszem, bo na myśli: nie potrzebuję Boga, bo ja sam sobie wystarczam, ja sam sobie Bogiem. A to już grób cnoty, to śmierć moralna jednostki i narodu.

Ś w i ę t y c h n i g d y n a w e t d o s y ć u c z c i ć n i e m o ż n a !

III.
Błogosławiony Jakób Strepa.

Kościół katolicki wychował Świętych ze wszystkich stanów- Świętych z celi klasztornej i z ognisk domowych, z pałaców, z warsztatów i z chat wiejskich, świętych królów i królowe, świętych papieży, biskupów i kapłanów, świętych sędziów, nauczycieli, lekarzy, świętych rolników, żołnierzy, rzemieślników, sługi. Nie poprzestając na obfitym dorobku z czasów minionych, wciąż stara się powiększyć liczbę Świętych. Praca ta Kościołowi też się udaje, bo co roku wynosi on kogoś na ołtarze w dowód, że nauka jego jest święta, że sakramenta jego są święte, że ofiara Ciała i Krwi Boga- Człowieka nie idzie w nim za marne, że testamentem jest on jedynym, świętym Kościołem Chrystusowym.

Jedni z Świętych świecą, niby wielkie gwiazdy, na duchowym firmamencie Kościoła; ich imiona są głoszone na świat cały. Inni przypominają raczej owe jasne pyłki na niebie, które zwą się droga mleczną. Jeszcze inni- a tych liczba jest największa- w pokorze swej zasłonili się całkowicie przed oczyma ludzkiem, znani tylko Bogu.

Każde serce katolickie wie, że pierwsze miejsce wśród Świętych zajmuje ta, która pozdrawiamy imieniem ?J u t r z e n k i r a n n e j?. Maryja bowiem, nie tylko jest źródłem krwi Jezusowej, ale też, łaski pełna, odbiła najlepiej w swem życiu świętość Chrystusową, Jego cierpienie, Jego zaofiarowanie się za ludzkość. Tuż obok Niej stoi św. Józef- najświętszy z mężczyzn. Oboje najściślej włączeni w dzieło odkupienia, oboje, niby dwaj cherubini, nachylenie wciąż nad A r k ą N o w e g o T e s t a m e n t u? nad Jezusem- w adoracyi, w trosce o chleb dlań doczesny, w modlitwie do Niego.

Pociechą wielką jest dla każdego katolickiego serca polskiego, że wśród Świętych Kościoła Chrystusowego znajduje się sporo imion polskich. Dla świętego Wojciecha, Stanisława Biskupa, dla św. Jacka, Jadwigi Śląskiej, Stanisława Kostki, Kazimierza, Jana Kantego? Kościół nazwał Polskę ? matką Świętych?. Z powodu nich zażywamy szacunku wśród wszystkich ludów katolickich. ?Bo, jako z liczby i rodzaju owoców sądzimy o żyzności ziemi i dobroci szczepu, który owoce wydał tak też z liczby wielkich naszych Świętych sądzi świat katolicki o wewnętrznej wartości narodu?. Więcej jeszcze mamy takich męczenników, dziewic, wyznawców, którzy- z żalem to mówimy- z naszej tylko winy nie dostąpili jeszcze czci w całym Kościele Chrystusowym. Wspomnę tylko błogosławioną Salomeę, Czesława, Bronisławę, Kunegundę, bł. Władysława z Gielniowa, bł. Giedrojcia, Kaźmierczyka, Bonera, Szymona z Lipnicy, Jana z Dukli, Jana Sarkandra, Andrzeja Bobolę. Do nich należy też nasz bł. Jakób Strepa.

Niepodobna mi tutaj, Ukochani moi, skreślić dokładniejszego obrazu życia bł. Jakóba. Odsyłam Was po szczegóły do ściśle naukowego życiorysu, który zeszłego roku napisał znakomity uczony mąż świecki, profesor naszej wszechnicy lwowskiej. Niezadługo ukaże się nowy żywot, napisany przez Najprzewielebniejszego Ks. Biskupa Sufragana. Ufam, że zwłaszcza ten opis popularny, znajdzie się w każdym domu katolickim. Ja wspomnę Wam, tylko kilka rysów żywota Błogosławionego.

Jakób Strepa urodził się około r.1340. O jego rodzinie, młodości nic dotychczas nie wiemy. Tyle pewne, że wstąpił do zakonu OO Franciszkanów, gdzie na modlitwie i rozmyślaniu przygotowywał się do przyszłej pracy ?około drogiej materyi ludzkiego zbawienia, na sobie wpierw wypatrując rzemiosło duszne, którego później miał doświadczyć na innych?. Wnet wybrano do gwardyanem klasztoru przy dawnym kościele św. Krzyża we Lwowie, a potem wikariuszem generalnym Stowarzyszenia ?Braci pielgrzymujących? czyli misyonarzy franciszkańskich, opowiadając wiarę Chrystusową na Rusi. Duchowieństwa świeckiego było bardzo mało; pomagali więc w pracy duszpasterskiej także zakonnicy: OO Dominikanie i Franciszkanie.
Komu głosili oni ewangelię Bożą?

Miejscowa rodzima ludność ruska była dawniej katolicką. Ale z czasem wysłannicy greccy z Czarnogrodu oderwali ją od Rzymu. Za dni Jakóba wszyscy Rusini już byli schizmatykami, czyli prawosławnymi. Chodziło tedy o odzyskanie ich znowu dla wiary katolickiej. Ale nie tylko Rusini siedzieli na ziemiach ruskich. Od wieków zamieszkiwali to także Polacy, Niemcy, którzy za handlem tu przybyli. Więcej jeszcze kupców polskich, polskich rzemieślników, i włościan osiedliło się tutaj, kiedy król Kazimierz Wielki przyłączył wielką część ziem ruskich do Polski. Krzywdy z tego powodu nie było nikomu, bo kraj był dla częstych napadów tatarskich wyludniony, całe obszary ziemi leżały nie uprawione. Ludność napływała z polska i niemiecka mieszkała głownie po miastach, gdzie też powstały pierwsze kościoły i parafie katolickie. Wnet przybyły osady polskie po wsiach dokoła dworów. Aby ta ludność polska nie przepadła dla obrządku i wiary, potrzeba ją było odwiedzać z posługą duchowną jak najczęściej. Do najgorliwszych opiekunów należał nasz Jakób. Zwrócił on też na siebie oczy wszystkich jako mąż Boży, jako potężny w Kościele pracownik. Za nic bowiem sobie ważył trud; w chłodzie i głodzie przebiegał Ruś i Wołoszczyznę, jednając Chrystusowi dusze, nieraz z niebezpieczeństwem życia.

W tem umarł pod koniec r. 1390, czy też w samym początku 1391 ówczesny arcybiskup lwowski Bernard. Archidyecezya lwowska istniała od niedawna, bo dopiero od r. 1375. Pierwszym arcybiskupem był Maciej, drugim wspomniany Bernard. Stan dyecezyi, po śmierci Bernarda był opłakany; liczba kapłanów nie wystarczająca, kościołów, parafii bardzo mało. Trzeba było wszystko od fundamentów budować, urządzać.

K o m u P a n B ó g w t e j t a k p r z e ł o m o w e j, c i ę ż k i e j c h w i l i p o- w i e r z y p a s t e r z o w a n i e n a d t ą c z ą s t k ą K o ś c i o ł a?

W Polsce, do której Ruś należała, był wówczas królem Jagiełło, królową Jadwiga. Na wspomnienie tych dwojga imion, a zwłaszcza Jadwigi, ?w którem zbiega się i z którego rozpromienia się chwała narodu, czyjeż serce się nie wzruszy? Na godach Jadwigi z Jagiełłą stał się większy poniekąd cud od cudu w Kanie Galilejskiej, cud w Kanie naszej polskiej, w Krakowie. Tam woda zmieniła się w wino; a tu, tąż mocą Chrystusową, przez wodę chrztu świętego, poganie przemienieni w chrześcijan, a dwa narody bratnie- Polska i Litwa- zlały się jakoby dwie dusze w jedno tylko ciało?. Jagiełło i Jadwiga znali gorliwego o dusz zbawienie misjonarza Jakóba. Zalecili go też królestwu światli mężowie duchowni i świeccy, ?których rodami oni boki swoje osadzili?. Jego tedy u Stolicy Apostolskiej uprosili na arcypasterza osieroconej metropolii lwowskiej. Że tylko zasługa wyniosła ubogiego zakonnika na drugą z rzędu w ojczyźnie godność duchowną, widzimy z bulli nominacyjnej z dnia 27 czerwca 1391r. w której papież Bonifacy IX wylicza jego przymioty: gorliwość apostolską, wielkie wykształcenie, czystość życia, wytrwałość w sądzie i w zarządzie sprawami duchownemi i świeckiemi.

Konsekracya Jakóba była tedy wielkim świętem dla miasta i dyecezyi. Dużo się po Nim spodziewano; ziścił przy łasce Bożej nadzieje.

Arcypasterz nie potrzebował się długo namyślać, w jakim kierunku rozwinąć działalność. Znał dyecezyę, jak nikt inny. Wiedział, że jeśli lud katolicki polski, rozrzucony małemi osadami wśród prawosławnych, nie będzie miał kapłana blisko siebie, przepadnie dla wiary i narodu. To też za główne zadanie wziął sobie mnożyć duchowieństwa i parafij. Ale nie tylko Pałana lud powinien mieć jak najbliżej siebie. Musi on też widzieć często swojego biskupa. I ten obowiązek Jakób spełniał najsumienniej. Szedł w lud, w najszlachetniejszem słowa znaczeniu: konsekrując mu z radością domy Boże, modląc się z nim razem, niosąc mu sakramenta święte, ucząc katechizmu, przekonany, że ten ukochany lud jego nie straci też języka ojczystego, przynajmniej całkowicie, dopóki go do modlitwy używa, dopóki nim z Bogiem rozmawia. Nie wątpić nam, że gorliwy pasterz w ciągu kilkunastoletnich swoich rządów nie jeden raz odwiedził swoje parafie.

Także m i a s t o L w ó w kochał całą duszą. Bo też mieszczaństwo lwowskie zasługiwało na szczególniejszą miłość swojego arcypasterza, popierając go ochotnie w budowie kościoła katedralnego i w każdej dobrej sprawie.

Najlepszego przyjaciela mieli w nim nauczyciele. Dla ubogich, chorych był najmiłosierniejszym ojcem. Zabiegał nie tylko o niebo dla swojego ludu, ale starał się też pomnożyć jego dobrobyt doczesny.

Z e S t o l i c ą A p o s t o l s k ą J a k ó b c a ł e ż y c i e p o z o s t a w a ł w n a j ś c i ś l e j s z e j j e d n o ś c i.

?Wiedział On i czuł głęboko, że łączność z Rzymem jest łącznością z Bogiem, wierność Rzymowi, wiernością Chrystusowi, posłuszeństwo Rzymowi, posłuszeństwo samemu Bogu?.

Za szczęście największe sobie poczytywał, że jest synem kapłanem św. Kościoła katolickiego; wierzył całą duszą w ten Kościół, wierzył Kościołowi, wierzył z Kościołem, wszystkie nadzieje pokładał w tym Kościele, kochał ten Kościół? dlań co dzień targał z radością swoje siły i życie.

W sercu Jakóba były wszystkie wielkie miłości: owe nieba i owe ziemi, a więc Boga, a więc ojczyzny swojej doczesnej. Jako obywatel patrzył zdrowo na sprawy narodu? zdrowiej, niż nie jeden mąż stanu. Miłość ojczyzny była u niego przedłużeniem miłości ku Bogu i cała w czynach. Budował kościoły w ojczyźnie, ale jeszcze więcej starał się budować ojczyznę w Kościele. Ile razy król zjeżdżał na Ruś, nie omieszkał wysłuchać zdania swojego przyjaciela- biskupa. Radzili razem, pracowali razem. ?I szła sprawa Boża ze sprawą Polski, jak dusza z ciałem złączona. I obie razem się wspierały, obie razem rosły?.

Dobrym więc Jakób był pasterzem swojej dyecezyi, dobrze też zasłużył na imię ?o j c a i s t r ó ż a o j c z y z n y, s e n a t o r a m ą d r e g o?.

W s z y s t k o t o n i e d o m y s ł y, a l e t w i e r d z e n i a, o p a r t e n a d o k u m e n t a c h.

Jakób umarł w roku 1409. Umarł ubogo- jak żył ubogo. Co mu jeszcze zostało, rozdał testamentem między kościoły i ubogich. Pochowano Go na Jego życzenie w habicie zakonnym i w szatach biskupich w chórze kościoła franciszkańskiego św. Krzyża we Lwowie.

Zaraz po Arcybiskupa śmierci głos powszechny obwołał Go świętym. Wierzono, że On jak Mojżesz wyszedł na wysoką górę- nieba i że stamtąd nad ojczyzną wznosi w modlitwie ręce- błogosławi. Uciekano się też do Niego o pomoc w potrzebach duszy i ciała, czczono jako P a t r o n a b ó l u i z a w r o t u g ł o w y, przypisywano Mu ocalenie miasta Lwowa od pożaru i zwycięstwo nad Tatarami, otaczano poszanowaniem religijnym jego trumnę i pozostałe po Nim szaty kościelne.

N a c z y m u r o s ł a t a w i a r a w ś w i ę t o ś ć J a k ó b a?

Wszak było tylu innych, którzy także budowali kościoły, trudzili się za swój lud w pracy duszpasterskiej, kochali Pana Boga bardzo, stawiali chorym szpitale, ubogim domy przytułku, a sumienie narodu nie obwołało ich Świętymi, nie domaga się dla nich czci na ołtarzach!

Odpowiedź jasna. W arcybiskupie Jakóbie wszyscy dopatrzyli się cnót nie powszednich, lecz z n a m i o n w i e l k i e g o Ś w i ę t e g o. C z u l i w s z y s c y, ż e J a k ó b w y s z e d ł n a w y ż y n y u c z c i w o ś c i i n a s z c z y t y ż y c i a n a d p r z y r o d z o n e g o, ż e b o h a t e r e m b y ł c n o t y c h r z e ś c i j a ń s k i e j.

Przy składaniu ślubów zakonnych, przy święceniach kapłańskich i biskupich Jakób powiedział Bogu: Tyś jeden działem moim, Tyś cząstką mój, Ty jeden miłością moją na czas i wieczność całą! I dotrzymał słowa. Bóg był mu całe życie- wszystkiem. Dla Boga spalił się ofiarą całopalną tak, że do niego stosować można słowa Psalmisty: Cóż ja mam w niebie, albo czegom chciał na ziemi oprócz Ciebie? Boże serca mego i cząstko moja, Boże na wieki (Ps. 72, 25, 26)!

Bez miary czcił, kochał Jakób Przenajświętszy Sakrament i te miłość starał się przelać w serca swoich dyecezyan. Niech kapłani, niech wierni lepiej poznają skarb, jaki posiadają w Przenajświętszym Sakramencie, niech garną się do Niego coraz więcej, niech się wmyślą w Jezusa eucharystycznego, niech przejmą Jego wolą Bożą, niech w częstem, w codziennym przyjmowaniu i w adoracji Chleba Żywota wynajdują coraz nowe, Boże smaki, a zbrzydnie im wszystko, co złe, co niskie, małe, a rozszerzą się, rozrosną i wyolbrzymieją dusze ich; odnowią się rodziny, dźwignie się ku niebu społeczeństwo całe! Takie hasło Jego życia.

I nie zawiódł się Arcypasterz na swoich kapłanach i owieczkach. Gdy przedtem niejedna dusza miała do Przenajświętszego Sakramentu cześć chłodną, jakby On, Jezus eucharystyczny, był bezduszną pamiątką, martwą relikwią po Jezusie, przybitym na Kalwaryi za nas do krzyża, to teraz wszyscy zrozumieli, że w Eucharystyi żyje utajony Bóg, bije utajone Sece Boga- Człowieka, wielkie jak świat, bo kochające cały świat, co dzień nieskończona ofiara przebłagalna Boga i co dzień nieskończonej cenny Boży pokarm Swego Stworzenia.

W adoracji u stóp Boga- Człowieka, który przebywa w Eucharystyi, aby się wciąż cały wydawać nam i za nas, Jakób nauczył się nic nie wiedzieć i nic nie widzieć i nic nie kochać, jeno Boga, jeno krzyż Jezusa i dusze nieśmiertelne, dla których dusz On, arcypasterz, pod grozą potępienia wiecznego, miał być drugim Zbawicielem. Tego też Jezusa, Boga swego, starał się wciąż naśladować rozumiejąc, że pasterz musi ludowi za przykładem Jezusa także wciąż dawać naukę, przykład, skramenta święte, pocieszenie? a jedynie w konieczności brać i to tylko co najzbędniejsze.

Jakże nie wspomnieć o h e r o i c z n e j m i ł o ś c i Jakóba do T e j, która przygotowała Przenajświętszy Sakrament, ku Matuchnie Jezusowej; o tem, jak zwoływał wiernych na Jej nabożeństwa, jak ich zbierał pod Jej płaszcz, niby pisklęta swoje; jak ją obrał za swoją Panią i Doradczynię, jak Jej wizerunek umieścił na swej pieczęci arcypasterskiej! Maryja też odpłaciła Mu już tu na ziemi tę troską koło powiększenia Jej czci. Bo oto, jak niesie podanie, gdy raz pogrążony w modlitwie wołał: ?P o k a ż m i s i ę M a t k ą?, ukazała mu się Maryja z Dzieciątkiem na ręku i odpowiedziała: ?M a s z M a t k ę i S y n a!?

Mimo wszystkie te heroiczne cnoty, grób Jakóba w kościele Jego zakonu poszedł z czasem w zapomnienie. Prawdopodobnie ukryto go najpierw, by uchronić święte szczątki przed dziczą tatarską, która nieraz zapędzała się aż po Lwów. Zatarto ślady grobu tak dokładnie, iż z czasem nawet Bracia zakonni odszukać go nie mogli. Odnaleziono go znowu 29 listopada 1619r. przy kopaniu w chórze miejsca spoczynku dla innego zmarłego. Zbiegła się ludność całego miasta, aby zobaczyć świętego arcypasterza, do którego nigdy nie przestała się modlić. Spoczywał w trumnie, jak Go ułożono pierwotnie- w stroju biskupim, z pod którego wyglądał szary habit zakonny. Z największą czcią włożono relikwie do nowej trumny i przeniesiono w miejsce stosowniejsze w kościele. Od tej chwili cześć Jakóba wzmagała się z dniem każdym. A wołano też doń nie bez skutku. Za Jego przyczyną spływały łaski na jednostki, na miasto, na ojczyznę.

Pod wpływem rosnącego wciąż nabożeństwa do Jakóba i na podstawie stwierdzonych łask, arcybiskupi lwowscy wraz z OO. Franciszkanami poczynili w Rzymie starania o przyznanie Mu czci publicznej na ołtarzach. Przeprowadzone ścisłe badania cnót i cudów wypadały pomyślnie: doprowadziły do potwierdzenia Jego kultu przez Piusa VI dekretem z dnia 11 września 1790r.

Kiedy w roku 1785 zamknięto kościół św. Krzyża, arcybiskup ówczesny przeniósł relikwie naszego Błogosławionego do katedry i umieścił w kaplicy Chrystusa Ukrzyżowanego, gdzie dotychczas spoczywają.
W roku 1907 otworzyłem trumienkę w obecności kilku moich kapłanów, wobec Prowincjała i Gwardiana OO. Franciszkanów oraz kilku osób świeckich. I rozradowało się serce moje, bo znalazłem czaszkę, święte kości prawie całe, a nadto ornat, mitrę, rękawiczki, dwa złote pierścienie, szczątki paliusza, kawałki drewnianego pastorału i resztki habitu, w którym złożono Go do grobu.

***

Najdrożsi moi Bracia Kapłani świeccy i zakonni i wszyscy Ukochani wierni!
Nie potrzebuje nasz Lwów i nasza archsyecezya zazdrościć Gnieznu trumny św. Wojciecha, Krakowowi św. Stanisława, ani Jana Kantego, Wilnu św. Kazimierza, bo my mamy u siebie także dwa wielkie skarby, nie dość opłacone, choćbyśmy po ich cenę poszli i na krańce świata- święte szczątki Błogosławionego Arcypasterza w Jego katedrze i bł. Jana z Dukli w kościele Braci Mniejszych. Trumna bł. Jakóba idzie na wagę złota, jak umęczone ciało św. Wojciecha! Wszak w niej jest ta głowa, która dniem i nocą przemyśliwała nad pomnożeniem chwały Boga i dobra swojej archydiecezyi. W niej szczątki owych oczu, co światłością były ślepym; szczątki serca, które biło najczystszą miłością Boga i narodu; kości nóg, które nie raz poraniły się w pogoni za dusz zbawieniem; ręce, które nieraz błogosławiły i dobrze czyniły.

Grób to więc chwalebny. A jeśli tak, to czemuż dokoła niego tak cicho? Czemu dziś tak cicho o łaskach wyjednanych za przyczyną bł. Jakóba? Nie naszego Błogosławionego w tem wina. Nie ustała Nie ustała ani dobroć Jego, nie ustała też moc Jego u Pana Boga. On wciąż jednakowo u Boga potężny, wciąż mocen być dobrym przewodnikiem łask Bożych. Wina jest po naszej stronie. Zmalały modlitwy nasze do bł. Jakuba, stąd On, nie może nam pomagać, przynajmniej w tym stopniu jak tego pragnie.
?Nie odbieracie dlatego- mówi apostoł- iż nie prosicie...Albo jeśli prosicie, a nie bierzecie, to dlatego, że źle prosicie.?(Jak. 4, 2)

A czy nie mamy o co prosić?

Wszak w ojczyźnie coraz smutniej! Matka Świętych, Polska, przestała od dłuższego czasu rodzić Świętych. Zdaje się, iż się urwał, a przynajmniej nadwyrężył się ten mistyczny łańcuch Świętych, łączący nasze ziemię z niebem! Co gorsza! U wielu znikła nawet cnota zwyczajna. Przez miasta i wsie nasze idzie religia zemsty? brat powstaje przeciw bratu, ubywa ziemi, nie ubywa tylko waśni!

Chyba to powody dostateczne, żebyśmy uroczystymi obchodami wielbili, nie tylko naszych mocarzy pióra, pędzla, miecza- a l e p r z e d e w s z y s t k i e m p o w s z e c h n ą, w i e l k ą c z c i ą r e l i g i j n ą o b j ę l i b o h a t e r ó w c n o t y- Ś w i ę t y c h!

Ich należy znowu częściej i żarliwiej przyzywać, za przykładem ojców, w potrzebach doczesnych i wiecznych, prywatnych i publicznych. Na ich wzorach chować synów i córy nie dla samej ziemi, ale dla nieba- na Świętych! Ideały ich przyjmijmy za nasze. Ojczyznę kochajmy w Bogu. Tulmy się do Przenajświętszego Sakramentu, do Matki Jezusowej, rozszerzajmy głębszą znajomość prawd wiary świętej, bo jej, ani nieprzyjaciele, ani nawet przyjaciele Boży dość nie znają! Skupiajmy się z wielką ufnością dokoła naszego Patrona, bł. Jakóba Strepy. On niech na stale będzie tem, czem był w przeszłości- chorążym, sztandarem, drogowskazem, głosem wołającym, by rozbudzić, co jest drzemiące, podnieść, co w ospałość popadło, i co się rozprószyło przywieść na powrót ku jedności.

Módlmy się w kościołach i rodzinach naszych gorąco i czyńmy wszystko, co jest w naszych siłach, aby Bóg, niedościgły w sądach mądrości swojej, dla większej sławy imienia Swego raczył nowymi znakami, cudami potwierdzić i ogłosić światu świątobliwość, moc Jakóba, przyspieszyć dzień Jego kanonizacyi!

Błogosławiony nasz arcybiskupie Jakóbie! Przypadamy do stóp Twoich i wołamy: ?Ojcze nasz i wozie Izraelów i woźnico jego!?- Patronie nasz Święty! Użal się nad narodem Twoim, a w zamieszaniu i w rozterkach tych nieszczęśliwych, uproś nam pokój kościelny, domowy i postronny. Uproś synom Twoim, biskupom i kapłanom wielką w służbie Bożej gorącość i żywot sprawiedliwy Świętych. Uproś rodzicom, uproś obywatelom, uproś wszystkim cnoty domowe i publiczne. A że o wiele Pana Boga prosimy, zeźlij, błogosławiony Jakóbie, z sobą św. Wojciecha, św. Jacka, św. Jadwigę, bł. Czesława, Bronisławę, obu Stanisławów, Jana Kantego, Kazimierza i wszystkich innych Świętych braci z kości i krwi naszej, a z niskim za nas Panu Bogu pokłonem wszyscy polećcie Mu potrzeby nasze i królestwa tego- i ukochanej archidyecezyi mojej- a będą nasze błagania wysłuchane!

?Królowi wieków nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, samemu Bogu cześć i chwała na wieki wieków?.
We Lwowie 11 lutego w święto Objawienia w Lourdes NMP Niepokalanie Poczętej.

+Józef
Arcybiskup

 

"Jakubowe" nowinki
?Nie przedawnił się bł. Jakub Strzemię. Wprowadza nas żywo w tajemnicę zbawczej Miłości Boga i w tajemnicę ludzkiego serca, niespokojnego, dopóki nie spocznie w Bogu. Wprowadza nas w tajemnicę powołania świętości, apostolstwa, ewangelizacji, w tajemnicę łaski(...) Tajemnicą jego świętości i apostolskiej mocy było szczególne nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu i synowska miłość do Matki Bożej. Wiele troski poświęcał sprawie budzenia powołań oraz należytej formacji duchowieństwa".

Ikonografia
Modlitwy
Kazania
Ciekawostki
Pomoce katechetyczne
Jubileusz
Galerie
Online
Naszą witrynę przegląda teraz 9 gości 
Statystyki
Wyświetla ilość odsłon artykułów : 385456
© 2019 Jakub Strzemię Strepa
Joomla! is Free Software released under the GNU General Public License.